Kiepski sąsiad

Oglądałam wczoraj fajny film o upierdliwym sąsiedzie i tak mi się przypomniały dawne czasu. Ja też miałam problem z ciężkim sąsiadem. Niby starszy pan, ale uwierzcie, że człowiek koło 80 też może bardzo uprzykrzyć życie. Po nocach telewizor na full, czasem dzwonił do kogoś po nocach, bardzo głośno krzyczał (nie chodzi o to, że rozmawiał, tylko ewidentnie się z kimś awanturował). Od czasu do czasu przyjeżdżała do niego rodzina, straszna patologia. Kobieta, która była jego córką przywoziła ze sobą kilku mężczyzn i cokolwiek tam robili, było bardzo głośno. Muzyka, dziwne odgłosy, trzaskanie drzwiami, pełno niedopałków pod balkonem. Oprócz tego starszy pan sprawił też sobie kilka kotów. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby te koty nie załatwiały się na moją wycieraczkę i nie wydzierały się po nocach. No jeśli ktoś chce mieć zwierzaka, no to błagam, niech dba o niego i nie uprzykrza tym życia sobie i innym, w przeciwnym razie są schroniska. Ciężko było dojść z nim do jakiegokolwiek porozumienia, dlatego zadecydowaliśmy z mężem, że sprawa pójdzie do sądu. Pomógł nam adwokat – tu jego namiary. Niby pomogło, ale jednak niesmak pozostał i kiepskie relacje u nas panowały. Dlatego dzisiaj tak doceniam to, że nie muszę już się użerać z sąsiadami – jest to jedna z zalet posiadania własnego domu a nie mieszkania w bloku:)